Bezpieczeństwo wodne to nie tylko hydrologia

Bezpieczeństwo wodne było tematem debaty z udziałem prof. Tomasza Okruszko, hydrologa i prorektora ds. nauki SGGW, prof. Agaty Dziewulskiej z Uniwersytetu Warszawskiego, koordynatorki Platformy Zielonego Dialogu, oraz prof. Jerzego Małeckiego z Wydziału Geologii UW, specjalisty w zakresie hydrogeologii.

Uczestnicy zgodzili się, że problemu nie da się sprowadzić wyłącznie do kwestii hydrologicznych czy środowiskowych. To temat wymagający współpracy naukowców, administracji, planistów, rolnictwa, samorządów i instytucji odpowiedzialnych za bezpieczeństwo.

Prof. Jerzy Małecki podkreślał, że mówiąc o wodzie, nie można ograniczać się do rzek, opadów czy zbiorników powierzchniowych. W jego ocenie strategiczne znaczenie mają przede wszystkim wody podziemne, ponieważ to one w Polsce w dużej mierze odpowiadają za zaopatrzenie ludności w wodę dobrej jakości. Profesor przypomniał, że wody podziemne odnawiają się znacznie wolniej niż powierzchniowe, dlatego ich zanieczyszczenie może mieć długotrwałe konsekwencje. Kluczowym wnioskiem z jego wypowiedzi była potrzeba ochrony tych zasobów zarówno pod względem ilości, jak i jakości.

– Wody podziemne, znowu przykład polski, w 70 procentach zaopatrują nas w wodę tej wysokiej jakości, wodę komunalną, którą my użytkujemy. To jest 70 proc., to są wody podziemne. Woda nie jest tylko towarem komercyjnym, jak inne dobra, lecz w większym stopniu dziedzictwem, które musi być chronione, bronione i traktowane podmiotowo – mówił prof. Jerzy Małecki.

Hydrogeolog zwrócił uwagę, że w Polsce wydzielono 162 główne zbiorniki wód podziemnych, których rozpoznanie pozwala ocenić, ile wody można eksploatować bez szkody dla środowiska. Jak zaznaczał, zmiany klimatu powodują obniżanie zwierciadła wód podziemnych, szczególnie pierwszego poziomu wodonośnego. Na razie rezerwy pozostają bezpieczne, ale tylko pod warunkiem przestrzegania norm i zasad gospodarowania. Prof. Małecki ostrzegał, że błędne decyzje administracyjne mogą prowadzić do przekroczenia zasobów dyspozycyjnych.

Prof. Agata Dziewulska spojrzała na bezpieczeństwo wodne z perspektywy nauk o bezpieczeństwie. Jej zdaniem polskie uczelnie mają ogromny potencjał badawczy, ale problem polega na tym, że administracja publiczna zbyt rzadko jasno formułuje problemy, które nauka mogłaby pomóc rozwiązać. Badaczka przedstawiła projekt symulacji strategicznej dotyczącej reagowania na katastrofy naturalne i kryzysy wywołane przez człowieka. Punktem wyjścia były m.in. doświadczenia kryzysu migracyjnego po agresji Rosji na Ukrainę oraz obserwacje japońskich systemów reagowania na katastrofy.

– Uczelnie w Polsce mają kolosalny potencjał badawczy, intelektualny, mogą rozwiązać każdy problem, tylko problem polega na tym, że administracja nie stawia przed naukowcami problemów. Niemniej, my stawiamy przed sobą sami problemy, ponieważ nauczamy studentów i chcemy ich wykształcić jak najlepiej – wskazywała prof. Agata Dziewulska.

W analizie kryzysów wodnych prof. Dziewulska i jej zespół badają m.in. przypadki skażenia wody w Wielkiej Brytanii, Kanadzie, USA i Bangladeszu. Wnioski są podobne niezależnie od miejsca: reakcje władz często są opóźnione, komunikacja nieprzejrzysta, kompetencje rozproszone, a środki ograniczone. To prowadzi do erozji zaufania społecznego, która w skrajnych przypadkach osłabia także demokrację. Dlatego – jak podkreślała – lokalna odporność na niepewność nie może opierać się na spontanicznych działaniach, lecz na wcześniej przygotowanych strategiach.

Prof. Tomasz Okruszko uporządkował problem bezpieczeństwa wodnego w kilku wymiarach. W krótkiej perspektywie najważniejsze jest bezpieczeństwo dostaw wody pitnej, również w kontekście możliwych cyberataków czy prób zakłócania systemów uzdatniania. Kolejnym poziomem jest stan infrastruktury hydrotechnicznej, często projektowanej na inne warunki klimatyczne niż obecne. Profesor przypomniał awarie zbiorników w czasie powodzi w 2024 roku w zlewni Nysy Kłodzkiej, wskazując, że starzejące się zapory i wały wymagają testowania oraz modernizacji.

– To jest problem, który widzimy właściwie na całym świecie, kiedy starzejąca się infrastruktura, ona często jest 100 lat plus, była projektowana na inne czasy, na inny klimat i która też rzadko kiedy była sprawdzana. Wiadomo, że na infrastrukturę nie zawsze są pieniądze i teraz jesteśmy w sytuacji, w której musimy tę infrastrukturę poprawiać i testować – podkreślał ekspert.

Hydrolog zaznaczył, że same inwestycje techniczne nie wystarczą. Zmiany klimatu powodują, że opady są coraz bardziej nierównomierne: przeplatają się susze i powodzie, a wezbrania bywają silniejsze. Nie da się przebudować wszystkich zbiorników i wałów, dlatego potrzebne są działania niestrukturalne, przede wszystkim odpowiedzialne planowanie przestrzenne. Prof. Okruszko wskazywał, że najważniejszym wkładem społecznym może być niedopuszczanie do zabudowy terenów zalewowych.

Ważnym wątkiem debaty było rolnictwo. Prof. Okruszko podkreślał, że w Polsce rolnictwo w dużej mierze korzysta z wód opadowych, ale sadownictwo i warzywnictwo wymagają regularnego nawadniania. Symulacje wskazują, że w okresach suchych rolnictwo może zużywać od 2 do 3 km sześc. wody w nawodnieniach. Nie oznacza to zagrożenia dla produkcji żywności w skali kraju, ale może powodować lokalne konflikty o zasoby wodne. Największym problemem są słabsi użytkownicy, którzy przegrywają z silniejszymi gospodarstwami mogącymi sięgać po głębsze ujęcia.

Prof. Małecki dopowiadał, że ochrony wód podziemnych nie da się zapewnić bez kompetentnej administracji. Szczególne korzystanie z wód, w tym nawadnianie, wymaga pozwoleń wodnoprawnych, a ich wydawanie powinno uwzględniać realne zasoby dyspozycyjne. Jako przykład błędów wskazał rozwój osiedli bez wcześniejszego policzenia zapotrzebowania na wodę i możliwości jego pokrycia. W jego ocenie podstawą jest przestrzeganie istniejącego prawa oraz konsekwentne wzmacnianie retencji.

Na koniec prof. Dziewulska zwróciła uwagę na problem przekładania wiedzy naukowej na polityki publiczne. Jak mówiła, o retencji, zanieczyszczeniach wody czy ochronie zasobów mówi się w raportach od dekad, a mimo to wiele argumentów wciąż trzeba powtarzać. To oznacza, że wiedza naukowa nie zawsze przebija się do decyzji politycznych. Jej zdaniem przyczyną jest brak wystarczającej motywacji po stronie władzy, ponieważ trudne reformy nie zawsze przynoszą natychmiastowe korzyści wyborcze.

– To są dokładnie te same argumenty, to są dokładnie te same elementy dyskursu. I fakt, że nadal je powtarzamy oznacza, że coś jest nie tak. To znaczy albo władze nie działają, albo władze działają za wolno. Problem wydaje mi się jest taki, że pomimo, że bardzo dużo wiemy, pomimo, że bardzo dużo mówimy, to nie bardzo jesteśmy słyszani – podsumowała prof. Dziewulska.

Najważniejszy wniosek z debaty był jednoznaczny: bezpieczeństwo wodne nie jest wyłącznie sprawą specjalistów od wody. Wymaga ochrony zasobów podziemnych, modernizacji infrastruktury, planowania przestrzennego, retencji, odpowiedzialnego rolnictwa i skutecznej administracji. Bez przełożenia wyników badań na decyzje publiczne Polska będzie powtarzać te same diagnozy, zamiast budować realną odporność na susze, powodzie i kryzysy związane z dostępem do wody.